Les amours imaginaires



Wyglądać dobrze a wyglądać modnie to dwa różne pojęcia. Jedno jest w pewnym stopniu zależne od drugiego, ale na dobrą sprawę nie muszą one zawsze iść ze sobą w parze. Nie możemy czuć się skorumpowani trendami dyktowanymi przez luksusowe domy mody ani przytłoczeni szykiem obcych ludzi spotykanych na ulicy. Zamiast bez opamiętania rzucać się na najnowsze kolekcje, powinniśmy konsekwentnie kompletować swoją szafę dobierając ubrania, którymi wyrażamy swój charakter, osobowość, a nawet poglądy polityczne. W dzisiejszym poście chciałbym wam zaprezentować francuski outfit inspirowany uwielbianym przeze mnie filmem Xaviera Dolana Wyśnione Miłości i muzyką Françoise Hardy. Jako bazę wybrałem prosty marynarski t-shirt w granatowe paski. Dobrałem do niego przecieraną kurtkę z jasnego jeansu, wąskie, ciemnoszare spodnie oraz eleganckie, czarne  Oxfordy. Dopełnieniem outfitu jest złoty, designerski zegarek, czarne okulary i beżowa zamszowa torba, w której mieszczę wszystko co dla bloggera niezbędne do przetrwania całego dnia poza domem! 


photos: aiianah 

Jacket, pants, bag: Zara
T-shirt: h&m
Shoes: Aldo
Watch: Triwa
Sunglasses: Triwa



15 komentarze:

  1. Jak zwykle super!��

    OdpowiedzUsuń
  2. Siema!
    Wszystko pięknie, ale omg, dlaczego Ty palisz i jeszcze podkreślasz to na zdjęciach ;_; Ja rozumiem, że dym ładnie wygląda na zdjęciach, ale strasznie mnie odrzucają zdjęcia osób palących. Może następnym razem lepiej zapalić kadzidełko? Kadzidełko przynajmniej ładnie pachnie i nie działa destrukcyjnie na organizm. Będziesz miał taką brzydką, żółtawą cerę niedługo, no co Ty sobie robisz :<
    Co do bloga tak ogólnie, to wszystko pięknie fajnie, ten post o kompleksach nawet całkiem mi się podobał. Ten też jest okej, film widziałał i mi przypadł do gustu, więc wszystko gra i śpiewa... Poza tym cytatem. No bo omg, serio xDDD Chodzi mi oczywiście o "My name is Future. Future Flying" : D Jak dla mnie to brzmi absurdalnie. Na Twoim miejscu zostawiłabym ten sposób przedstawiania się dla Jamesa Bonda.
    I no na koniec proszę o nieobrażanie się na mnie, wiem, że to jest tak w sumie jeden wielki hejt, ale no znasz mnie, taki mam sposób wypowiadania się. Prosiłeś o komentarze, to komentuję. Żeby nie było niemiło, to dopowiem jeszcze, że naprawdę doceniam ogrom pracy, który wkładasz w bloga i mam szacunek do osób, które wystawiają się na pastwę opinii publicznej. I wiesz, że jeśli czegoś nie krytykuję, to znaczy, że mi się nie podoba, prawda?
    Czekam na kolejne posty i pozdrawiam,
    Oddana fanka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ludzie, dajcie mu spokój z tymi papierosami. Ile można. Na coś trzeba umrzeć, tak?
      PS te nawiązanie do Jamesa Bonda miało być chyba żartobliwe.

      Usuń
    2. Przynajmniej cienkie

      Usuń
    3. Dzięki Dosim za sugestię! Następnym razem pomyślę o zapaleniu kadzidełka ;) Jeśli natomiast chodzi o cytat to moim zdaniem jest jak najbardziej na miejscu. Wydaje mi się, że to fajne nawiązanie do filmu, a poza tym uwierz, lepsze to niż "My name is pichu. Pichu 111" <3

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję odwagi, czekam na kolejne stylizacje i życzę powodzenia w rozwijaniu kariery internetowego celebryty.

    OdpowiedzUsuń
  7. Swietny post, z pewnoscia musze obejzec ten film!

    http://dominikamarciniak.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

 

Twitter Updates

Meet The Author